Jesteś wForum / Dąbrówka / Problem wałęsających sie kotów !!!

Problem wałęsających sie kotów !!!


żabaszatan - Data publikacji 15 maj 2010 Problem wałęsających sie kotów !!! RSS

witam,
z góry dodam, iż zamiarem moim nie jest zwalczanie "kociarzy" Smile, wręcz przeciwnie bardzo canię ludzi kochających zwierzęta. problem pojawia sie gdy zwierzaki są uciążliwe dla sąsiedztwa. wałęsające się samopas koty (mające właścicieli dość beztrosko wypuszczających ich na powietrze) załatwiające się w cudzych ogrodach, znaczące teren itp. zaczynają być problemem. wątek ma być tematem do zastanowienia i apelem żeby ewentualnie zapanować nad tymi charakternymi typami. sąsiad powiedział mi, że ma zamiar kupić trutkę i w ten sposób zawalczyć z kotem, który krótko mówiąc zrobił sobie kibel z jego ogrodu. może znacie jakieś mniej inwazyjne metody skutecznego znięchęcenia kotów do odwiedzenia danego "ulubionego" miejsca. zapraszam do dyskusji. pozdrawiam.

Kategorie
Portret użytkownika Azazello

Mam znajomego, który swego czasu nosił się zamiarem zakupu wiatrówki, bo był juz wkurzony tymi kotami w swoim ogródku. Nie wiem jak się to skończyło, ale tematu od dłuższego czasu ucichł...

KOTY!!!!!!Wiele szukalam na temat walki z ta plaga.probowalam chyba juz wszystkich humanitarnych metod na jakie mozna natrafic na necie.najpierw musze jednak powiedziec wam ze nie mieszkam w waszym okregu ani w kraju.Problem z kotami panskimi jak i nie w miejscu gdzie zamieszkuje przechodzi ludzkie pojecie.kazdy tu "ma"koty niestety nikt nie dba o ich przyrost naturalny ,ani o to gdzie one przebywaja.RAJ DLA KOTOW.Nigdy nie mialam nic przeciwko nim (co nie znzczy ze za nimi przepadalam)do czasu az tu zamieszkalam .Mowie tu o ilosciach w setkach w obrebie 1km/2!!!!!lato mamy tu okolo 8-9 miesiecy w roku ,praktycznie nie ma mowy o deszczu ,wiec mozecie sobie wyobrazic ten smrod unoszacych sie w powietrzu fetalii...obalam teorie cytrusow (skorek z pomaranczy badz cytryny)jakoby miale one jakikolwiek wplyw na to czy koty to lubia badz nie .mam wokolo domu wiele drzew cytrusowych i nie zbieralam spadow wlasnie z tego powodu przez jakis czas ale niestety to zupelnie nie dziala.Moja desperacja osiagnela zenitu gdy pojawil sie na tym swiecie moj syn i mysle ze jak kazda matka -tak i ja chce by dziecko moglo sie bawic bez obaw we wlasnym ogrodku.Przez pierwsze dwa lata praktycznie nie bylo o tym mowy ,szukalam wszystkiego rozmawialam z pseudo wlascicielami tych kreatur-bez rezultatow.i ta droga doszlismy do sedna mysle ze mam na nie niezawodny sposob:)ktorym z przyjemnascia sie podziele.Inspiracja dla nas byly omawiane na forach odstraszacze z czujnikiem ruchu,niestety nie moglam znalezc tego w zadnym sklepie .a w alegro i temu podobne jeszcze nie do konca wierze (lubie dotknac to na co mam wydac pieniadze):)i tak w raz z mezem wpadlismy na pomysl by zrobic to samemu.Okazalo sie to niebywale skuteczne, proste,humanitarne i tanie.zainstalowalismy w czterech rogach domu glosniki.podlaczylismy pod wzmacniacz.a z internetu zciagnelismy program to przetwarzania dzwieku na bardzo wysokie czestotliwosci(nieslyszalne dla ludzkiego ucha)praktycznie jest to to samo uzadzenie oferowane w sklepach jednak z ta roznica ze jest o wiele mocniejsze (kwestia glosnikow)nagralismy na plyte dvd "dyskoteke" dla kotow i przez kilka dni leciala sobie w glosnikach (na FULL)z autoreversem,teraz puszczamy juz tylko sporadycznie jak nam sie o tym przypomni.Drogie panie ,panowie Jak wyglada kot???nie widzialam juz zadnego kota od miesiecy (rowniez u sasiadow):)nie ma blakajacych sie psow i nie mam gryzoni.Coz nie wiem jak ta muzyka dziala,jak znosza (czy cierpia)inni uzytkownicy naszej planety ale przyznam ze bylo mi wszystko jedno byly tak bezczelne ze potrafily zalatwiac sie w moim ogrodzie patzrac mi w oczy z pewnej odleglosci,zenada....na koniec przepraszam ze musialam wymyslic dane by podzielic sie z wami tym genialnie dzialajacym sposobem ale jak to mowia cel uswieca srodki.pozdrawiam i zapraszam mezow do malego majsterkowania dla dobra zon i dzieci dziala w 100% na wszystkie nie chciane kreatury.a jesli macie swoje pupile ..hm no coz pozostaje tylko delegacja do rodziny lub znajomych na okres "party"....pozdrawiam !!

Portret użytkownika agie

Witam, temat już był poruszany. Moi sąsiedzi także nie kontrolują hodowli kotków. Podobno w ubiegłych latach byłą prowadzona akcja sterylizacji kotów, żeby się nie mnożyły bez kontroli, ale w tym roku o czymś takim nie słyszałam. Kotki bez domu zawsze można odłowić i oddać do przytuliska. Jestem przeciwko zabijaniu kotków, ale problem w moim ogrodzie niestety też wystąpił Sad

Portret użytkownika agata

Agie, proszę o kontakt w sprawie stada sąsiadów. Dokładnie chodzi mi o to, ile tam jest kotek do ciachnięcia, a ile kocurów, czy kociambry można zapakować bez problemu do transportera czy też trzeba używać klatki - łapki? I czy jak zostawię klatkę-łapkę, to możesz je połapać, a ja zorganizuję resztę?

Czy ktoś z forumowiczów ewentualnie służyłby pomocą w rozwiązaniu problemu?

Co do finansowania akcji szczegóły ustalimy na pw.

Pozdrawiam!

Portret użytkownika agie

Witam,
Agata mam mały kłopot. Obawiam się, że nie są to bezpańskie koty, ale nie umiem określić, który kot należy do którego sąsiada. Obstawiam, że conajmniej dwóch "lubi" koty i nie kontroluje ich hodowli. W marcu "działo się" w naszej okolicy i obawiam się, że lada moment kotów będzie jeszcze więcej.
Tak naprawdę nie wiem jak się zabrać do rozmawiania z sąsiadami o tym. Mieszkam tu od całkiem niedawna, nie za dobrze znam tych sąsiadów i nie za bardzo chcę z nimi wchodzić na wojenną ścieżkę.
Nie chcę używać siły. Szkoda mi tych kotków.
Pozdrawiam

Portret użytkownika agata

Na Bajkowym na którym mieszkałam też "było" parę niekastrowanych kocurów, które nagle zostały "ulepszone':) Po prostu jak przychodziły do naszego ogródka, to zostały złapane i zawiezione do weterynarza na zabieg, wróciły po paru dniach:)I tyle:)Żaden sąsiad na skargę nie przyszedł (może się bali, że ich też zapragnę "ulepszyć":)

Dlatego też z sąsiadami bym nie dyskutowała, skoro sami nie potrafią tego zrobić, to znaczy, że nie widzą problemu, albo co gorsza, uważają że sterylizacja/kastracja to okalecznie zwierząt, niezgodne z boskim prawem, itd. itp.

Skoro kotki przychodzą do Twojego ogródka, to wstawiłabym do niego klatkę-łapkę, po złapaniu kotka zawiozę go na zabieg, parę dni rekonwalescencji i wraca do sąsiadów:) Tyle, że po tuningu:)

Jeżeli nie mają adreswoników, to skąd mamy wiedzieć, że są mają właścicieli?Smile

Portret użytkownika Livia

Szanowni Panstwo,
Jedyne sposoby na wytepienie kotow na Waszych ogrodkach to: strzelanie, trucie, postawienie muru wysokiego na 3 metry, wyprowadzka do centrum miasta.
Innych wyjsc nie widze:) Mieszkacie na wsi i czegokolwiek byscie nie robili koty beda przychodzic do Waszych ogrodkow, beda wpadac tez kuny, a nawet lisy (moi znajomi maja lisa w ogrodku - zrobil sobie u nich norke na stale).
Mozna zmniejszyc liczbe wpadajacych kotow poprzez sterylizacje. Jak kogos stac na zakup wiatrowki, to pewnie go tez stac na ciachniecie kota Wink
Z reszta temat juz byl na forum i nikt sposobu nie znalazl.

Moim zdaniem problemem nie są koty, a nieodpowiedzialni właściciele i od tego trzeba zacząć, to sobie i im uświadomić. Chociażby dla bezpieczeństwa własnego pupila należy go chronić przed "światem zewnętrznym", aby uchronić przed śmiercią i cierpieniem poprzez odstrzelenie, wytrucie, przejechanie czy zakatowanie. Kot wcale nie musi włóczyć się po okolicy, to nie jest mu do niczego potrzebne i zupełnie wystarcza własny ogródek. Dopóki sposób myślenia się nie zmieni, dopóty problem będzie istniał, sąsiedzi będą się wkurzać, koty będą ginąć, a to wszystko przez brak odpowiedzialności i uświadomienia ich właścicieli.

Równie palącym problemem wynikającym z głupoty i nieświadomości ludzi jest brak kastracji/sterylizacji swoich kotów - bezdomność i niekontrolowane rozmnażanie z niczego się nie wzięło.

Portret użytkownika Livia

Colcik - jak chcesz zmusic kota, zeby nie wychodzil z ogrodka?Smile wypuszczac go na lanuchu? czy zbudowac dach w ogrodku?Smile a moze go poprosic Smile
Z tego co pamietam Twoj kot to tez wedrownik wiec podziel sie prosze pomyslem jak namowic kota, zeby siedzial w ogrodku?

Już Tobie piszę Smile
Właśnie przez głupotę mojego męża, jeden z naszych ukochanych kotów mógł skończyć na poboczu drogi, na szczęście tak się nie stało i od tej pory po ogrodzie chodzi w puszorku i 8m. smyczy. Koty na ogrodzie przebywają tylko pod naszą obecność, a zgarniane do domu są zawsze przed szarówką.

Portret użytkownika Livia

co to jest puszorek?

szelki Smile

Nie wiem ile mają lat wspomniani tutaj sąsiad i znajomy, ale ich pomysły są na poziomie nudzących się nastolatków i są porażające.

Wszystkim osobom z takimi "rewelacyjnymi" pomysłami i ciągotkami zwracam uwagę, że zgodnie z art. 35 ust. 1 ustawy o ochronie zwierząt kto zabija, uśmierca zwierzę podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

to śmieszne co piszesz, bo tak naprawde nikt nie będzie sobie głowy zawracał strzelaniem do kotów. każdy średno rozgarnięty "wkurzony" bezmyślnąścią właścicieli kotów ogrodnik wyłoży trutkę, a tego już mu nikt nie zabroni. tyle w temacie. szkoda tylko zwierzaków. mój pies już 2 razy ciachnął u rodziców w ogrodzie wałęsające się koty (majace właścicieli sąsiadów) i niechciane wizyty sie skończyły - chyba sie koty zmówiły żeby nie odwiedzać tego miejsca. i jeszcze raz podkreślam - to nie sa bezpańskie koty !!! one maja "właścicieli".

ja tylko jednego nie rozumiem, dlaczego żaden z "wkurzonych ogrodników" nie porozmawia z właścicielami kotów, a w naszej społeczności myślę, że nie jest trudno zlokalizować poszczególnego właściciela. Czy do tego trzeba się zdobyć aż na taką odwagę, że prościej jest cichaczem otruć zwierzaka?!

Portret użytkownika agata

Tu się akurat mylisz, trucie też podlega pod art. 35 ust. 1 ustawy o ochronie zwierząt. Trutkę może zjeść nie tylko kot, ale i lis albo ptaki.

z całym szacunkiem, ale w tym wątku nie chodzi o to żeby się paragrafami przerzucać Wink tylko żeby problem w cywilizowany sposób rozwiązać. jeszcze nie widzałem takiego sadu co skazałby człowieka za wyłożenie trutki na własnym terenie. bo po pierwsze primo Smile trutka może być na szczury, drugie żeby zrobić to zgodnie z prawem wystarczy tabliczkę wywiesić "trutka wyłożona", trzecie sąd zapyta o pierwsza podstawową kwestię co tam robił pana/pani kot ??? koniec kropka. każdy oskarżony odpowie to nie moja rzecz to kot prztargał na mój teren.
dostałem na priva mejla, że rzekomo należy kloplami walerianowymi pryskać to odstrasza kocury ...

no fajnie, a od kiedy to w sądzie się kłamie?

Ktoś Ci zrobił kawał. Koty uwielbiają walerianę, która działa na nie jak narkotyk. Będziesz miał kocie harce na ogrodzie.
Jeśli chcesz sięgnąć po metodę łagodną, to w sklepie zoologicznym w King Crossie można kupić żel do stosowania na zewnątrz, który skutecznie koty odstrasza.
Najlepiej jednak sprawić sobie własnego kota, jak dobrze trafisz, to będzie bronił ogrodu przed intruzami. I może polubisz koty (tak było ze mną).
Nie wyobrażam sobie, żebym mieszkając na wsi wypuszczała koty na spacer w szelkach.

Portret użytkownika Livia

Zgadzam sie z Toba Kama.
Pewnie doleje oliwy do ognia jak powiem, ze ja specjalnie wyprowadzlam sie na wies, do miejsca, z ktorego taksowka do centrum Poznania kosztuje 70zl (!) po to, zeby moje koty mogly wychodzic na dwor, tak jak mogly kiedys, gdy mieszkaly ze mna na osiedlu Bajkowym Smile bardzo chcialam mieszkanie na parterze, z ogrodem, przy nieruchliwej ulicy, zeby koty bezpiecznie mogly beztrosko zyc. Nie przewidzialam tylko, ze znajde tu sasiadow, ktorzy przeprowadzajac sie na wies, nie chca w swoim zyciu zwierzat. Na Bajkowym mieszkalam dwadziescia kilka lat, kilka lat na jednej ulicy, kilkanascie na innej. Czesc sasiadow rowniez miala zwierzaki, i nigdy nikomu nie przyszlo do glowy, zeby je tepic czy tez zabraniac im wstepu. Dopoki nie przeprowadzilam sie tu i nie przeczytalam kilku watkow na ten temat nie wpadlabym na to, ze ktos bardziej moze cenic trawe niz zywego zwierzaka.

Kama, Livia, a nie boicie się o swoje koty? Kot wychodzący narażony jest na wiele niebezpieczeństw i pewnego dnia po prostu nie wraca...
Livia, znasz forum miau, tam każdego sezonu jest z 10 takich przypadków, a potem są łzy.
Mój mąż kilka dni temu widział na poboczu czarnego kotka z obróżką Sad więc ktoś już się nie doczeka na jego powrót Sad

Portret użytkownika Livia

Po to wyprowadzilam sie na wies, na zaciszna ulice z malymi ogrodkami, zeby nie wypuszczac kota przy ulicy, i zeby byly na tyle bezpieczne na ile to mozliwe.
Ja rowniez "zawijam" koty na noc do domu. Nie ma mowy o chodzeniu po nocy. Jeden z moich kotow sam nie ma specjalnie ochoty na wychodzenie na dwor i wychodzi bardzo rzadko i na krotko. Drugi to kotek "specjalnej troski" i on wogole nie wychodzi bez mojej oieki. Ale trzeci kot to kot, ktory kocha wolnosc. Nie bede go trzymac na smyczy.

Portret użytkownika Joss

do mnie też na ogródek właziły koty i się załatwiały, kupiłem odstraszacz ultradźwiękowy z fotokomórką i błyskającymi diodami, od momentu zamontowania tego ustrojstwa problem się skończył. Widziałem raz aparat w akcji, z pewnością jest to bardzie humanitarne niż trutka albo wiatrówka, kot się przestraszył i więcej się nie pojawił.

Można takie urządzenia kupić na allegro, są niestety dość drogie, ok 100-150 zł. Próbowałem wcześniej odstraszaczy kotów w proszku wysypywanych na trawę, ale nie pomogły w ogóle i ciągle znajdowałem kocie odchody na trawniku.

Wcale nie chciałbym ujmować nic kotom, pieski też dają popalić, nie dość że jest sporo miejsca na spacery w okolicy to bliskiej, to ciągle są właściciele którzy idą na spacerek pod domem i tam robią dla pieska toaletę FUJJJJJJ

pozdr

A u mnie jest tak: w okolicy prawie każdy ma psa (oprócz mnie) więc u mnie na działce koty mają azyl polityczny i generalnie przychodzą czasem nawet w grupach liczących po kilka osobników.

Generalnie przestały mi przeszkadzać, bo:

- mój synek ma co obserwować i kogo gonić
- jakoś nie widzę myszy w okolicy (a miałyby gdzie się zamelinować...)
- czasem zdarza się zaobserwować walki kocie więc jest show
- co do odchodów to generalnie nie zauważyłem skutków ubocznych czego nie można powiedzieć np. o psim moczu

Także żyjemy z kotami w symbiozie, chociaż nic im do jedzenia nie daje - mają u mnie swój 'skłot' i tyle Smile

PS. Koci wątek chyba powinien dać na myśl kandydatom na wójta - bez rozwiązania 'sprawy kotów' nie ma co liczyć na zwycięstwo!

Portret użytkownika magnolia

Zastanawiam się całkiem poważnie czemu żaden kot jeszcze nie urządził sobie sralonu w moim ogródku, a mieszkam w Dąbrówce od 5 lat i mam piękny i duży trawnik, który można by gustownie przyozdobić. Czy rzeczywiście jest to taka plaga, jak to forumowicze malują?

- My bardzo lubimy kotki. Chętnie je u siebie widzimy, często czeka na nie jakiś poczęstunek. Może to jest właśnie klucz do sukcesu? Mało kto w końcu ma ochotę spożywać posiłki w klozecie. Smile
- Możliwe też, że po prostu wolą sąsiednie niezabudowane działki i pobliski las, a my mamy szczęście.
- A może wyczuwają wrogość na odległość i zostawiają niespodzianki tylko kotofobom. Wink

Podsumowując, jak na razie nasza współpraca z okolicznymi kotami układa się wspaniale. Dzieci mają radość, my oprócz radości jeszcze firewall antymysi. Smile

Ja też mieszkałam na bajkowym, teraz mieszkam w Dąbrówce i zapewniam, że na Bajkowym też był problem kotów. Nie było forum, gdzie można było o tym powiedzieć. Lubię koty, sama chciałabym bardzo mieć, ale mam wrażenie, że własciciele kotów nie rozumieją w czym tkwi sedno problemu. Chodzi o podstawową odpowiedzialność za zwierzę, które się ma. Dlaczego koty biegają luźno, a psów już nikt nie wypuszcza luzem? A pamiętam czasy, kiedy na bajkowym biegały sfory psów, wypuszczane przez włascicieli. Mam ogródek, wypieszczoną trawkę i przeszkadza mi ze na świeżo posadzonym krzaczku pojawia się kocia kupa - kot chciał dobrze, na jedyną piaskową czesc się załatwic, ale nie trafił. Poza tym istnieje wiele chorób roznoszonych przez koty np. toksoplazmoza, która nie jest groźna, chyba że ktoś jest w ciąży, wtedy jest problem. Poza tym jest blisko las i dzikie zwierzęta. Nie boicie się wścieklizny? Pasożytów? Ja się cieszę jak mogę z okna patrzeć na kota który siedzi sobie na mojej trawie, ale znam osoby które panicznie boją sie kotów i dla nich to nie jest przyjemny widok. Poza tym miauczące w marcu całą noc koty pod oknem, też nie należą do przyjemności.
A co do zidentyfikowania własciciela. Do mnie przychodzi parę kotów, ale nie mam pojęcia jak sprawdzić czyj to kot. Zapytać kota? Smile
Pzdr.

Portret użytkownika agata

Toksoplazmowa w ciąży jest groźna wyłącznie wtedy, gdy wcześniej się jej nie przeszło:) Przed zajściem w ciążę wystarczy sobie zrobić testy i wszystko wiadomo, jest XXI wiek, ciąże się planuje:) Dla kobiety uprzednie przejście toksoplazmozy to naprawdę super sprawa:)

Agatuś, dodajmy jeszcze, że toksoplazmozą wcale nie jest tak łatwo się zarazić. Na pewno nie dzieje się to przez patrzenie na kupę na trawniku i poprzez wdychanie powietrza. Żeby zarazić się nią od kotów trzeba zjeść ich odchody, przestać myć ręce, jeść brudne owoce i warzywa. Czyli przede wszystkim kłaniają się podstawowe zasady higieny. Głównie zarażamy się jedząc surowe mięso.
Co do piaskownic to przecież można ją zakryć i po problemie. Jest to do wykonania również na publicznych placach zabaw - ostatni zamyka.

Trudno mnie wyprowadzić z równowagi, ale Twój post podniósł mi ciśnienie! Toksoplazmoza to super sprawa??!!!
Toksoplazmoza to bardzo poważna choroba, zagrażająca nienarodzonemu dziecku, ale i dorosłym! Co z tego, że zrobisz testy? Ja jej nie przeszłam i całą ciąże musiałam szczególnie uważać podczas prac w ogrodzie, bo pełno w nim fekaliów cudzych kotów, a to jest źródło zakażenia.
Dla wszystkich lekceważących tą chorobę - jeśli ją przeszliście, to nie ma się z czego cieszyć. Objawy są niepozorne- przypominają grypę. Po przebyciu choroby nabywa się odporność, ale i na trwałe zostaje uszkodzony mózg, a pierwotniak na stałe wprowadza się do organizmu. Udowodnione zostało przez lekarzy, że osoby, które przeszły toksoplazmozę, mają m.in. gorszy refleks niż osoby zdrowe. Podjęta została również próba wykazania, że osoby takie częściej powodują wypadki drogowe (badanie zlecone przez towarzystwa ubezpieczeń w USA).
Lubię zwierzęta, ale koty w moim ogrodzie nie są mile widziane.
A Ty, Agato, zanim wypowiesz się na jakiś temat, dwa razy to przemyśl. Uchronisz się przed wypisywaniem bzdur na forum. Po co się kompromitować?

Portret użytkownika agata

Znam wyniki badań o których pisałaś i nie polemizuję z nimi:) Co do prób wykazania, że osoby które przeszły kiedyś toksoplazmozę powodują więcej wypadków drogowych to nie słyszałam, żeby wyniki badań zostały gdzieś opublikowane. Jeżeli masz do nich link, to podeślij proszę, chętnie skorzystam - tylko krowa nie zmienia poglądów, a ja krową zdecydowanie nie jestem:)

Niemniej, ja się bardzo cieszyłam że jestem pozytywna, ponieważ nie musiałam żyć w nerwach - mam chyba prawo do swoich odczuć i zdania? Nawet jeżeli mam gorszy refleks:)

Zdanie o tym, że dla kobiety uprzednie (przed ciążą) przejście zakażenia należy oceniać pozytywnie słyszałam poza tym z ust lekarza - ginekologa (do którego mam zaufanie i o którym na pewno nie można powiedzieć, że jest konowałem).

Warto też zwrócić uwagę, że nie tylko tokso jest groźna dla płodu, ale też cytomegalia, którą roznoszą ludzie (według szacunków 60-80% jest nią zakażonych). Czyli mycie rączek jest generalnie wskazane po każdym wyjściu z domu, niezależnie z kim/czym się stykałyśmy. Tak samo jak unikanie niedogotowanego mięsa, jedzenia truskawek prosto z krzaczka, itd.

A co do wychodzących kotów: moich w swoim ogrodzie na pewno nie spotykasz, bo są niewychodzące, a ja jestem zdecydowanie przeciwna puszczaniu kotów samopas:) Kot domowy, jak sama nazwa wskazuje, mieszka w domu:)

Bzdura, kompromitacja to mocne słowa - ja po prostu mam inne zdanie niż Ty, pewnie korzystam z porad innego ginekologa i tyle:) I jakoś cała nasza rodzina żyje i ma się dobrze, czego i Tobie życzę Ritko:)

Bagatelizowanie przebytej choroby to Twoja sprawa, ale zachwalanie groźnej choroby na forum uznaję za wypisywanie bzdur. Nie wszyscy muszą znać jej konsekwencje.
Zamieszczam linki do dwóch polskich artykułów. Poleć, proszę, ich lekturę swojemu lekarzowi - z tego co piszesz, to warto żeby się z nimi zapoznał.

http://www.wprost.pl/ar/70409/Zarazki-obledu/
http://www.wprost.pl/ar/37002/Pasozyt-brawury/?I=1046

Za życzenia dziękuję i pozdrawiam,
Rita

Portret użytkownika Livia

Agata pracuje w Fundacji pomagajacej kotom, ja jestem wolontariuszem na wlasna reke. Przez wiekszosc zycia mamy stycznosc z kotami i psami domowymi, bezdomnymi i schroniskowymi w duzych ilosciach. Znamy sie z ludzmi, ktorzy maja po 7, 8, 9 i wiecej kotow w domu. NIGDY nie spotkalam sie z tym, zeby ktos z nas/nich/ich dzieci chorowal przez koty (za wyjatkiem alergii lub delikatnych chrob skornych od kotow schroniskowych z kwarantanny).
Wedlug Waszych teorii powinnismy juz wszyscy dawno nie zyc ! A co z dziecmi wychowujacymi sie na "prawdziwej" wsi, wsrod kotow, psow, koni, kur? Gdybby koty i inne zwierzaki stanowily tak wielkie zagrozenie, wiekszosc ludzi ze wsi powinno miec co najmniej objawy jak po czarnobylu, a jednak wiekszosc ludzi na wsi ma wieksza odpornosc od wypieszczonych mieszczuchow.

Na forum miau.pl jest zarejestrowanych 30371 uzytkownikow, z czego 411 jest aktywnych w dniu dzisiejszym na forum. Wiekszosc z nich ma koty i dzieci, i zyja i nic im nie dolega.
Sama wychowywalam sie z kotami i nigdy przez nie nie chorowalam. Dziecinstwa tez nie wspominam jako nurkowania w kocich kupach, a piaskownice w ogrodku mialam.

Jak slysze stereotypy, ze koty i golebie roznosza choroby, z ust osob, ktore twierdza, ze my "gowno wiemy" (a pol zycia, czasu i pieniedzy poswiecamy zwierzakom, a w szczegolnosci kotom) to odechciewa sie wszystkiego... wspolpracy z ludzmi i wolontariatu, bo dopoki ludzie beda wierzyc w takie banialuki, dopoty bedziemy miec rece pelne roboty.

Apropos super groznych robakow w naszym organizmie, to podobno kazdy czlowiek w ciagu swojego zycia polyka we snie przynjamniej 7 pajakow Smile

Gubią się punkty styczne tych naszych wypowiedzi i dyskusja niepotrzebnie podąża w złym kierunku, nabierając do tego tempa. Zarazić się można (mając pecha) podczas prac w ogrodzie, czy zabawy w piaskownicy, gdy wcześniej urzędowały tam koty- to fakt i tyle. Ja mam tylko zastrzeżenia jeśli chodzi o publiczne bagatelizowanie samej choroby i jej skutków. Bliskie mi osoby do dziś cierpią przez toksoplazmozę.

nikt z nas nie bagatelizuje żadnej choroby, ale nie demonizujmy kotów jako wszelkiego zła tylko poznajmy drogi zarażenia toksoplazmozą, a kał koci jest tego niewielkim procentem i trzeba wyjątkowo nie przestrzegać higieny żeby zarazić się od nich toxo. Nauczmy się myć ręce, w ogródku pracujmy w rękawiczkach i myjmy warzywa, i owoce pomimo że truskawki najlepiej smakują zerwane prosto z krzaczka. Ja mam nadzieję, że jestem toxo pozytywna, a brak refleksu nie jest mi straszny...jestem już blondyną Wink

Zrobiła sie dyskusja o toksoplazmozie, zamiast dyskusji o odpowiedzialności za własne zwierzę.
Agata, jeśli Twoje koty nie biegają luzem to super. O to właśnie mi chodzi. Że skoro ktoś ma psa to nie puszcza go luzem po osiedlu bez smyczy, zeby sie wybiegał, to dlaczego koty biegają luzem. Wiem, ze koty są niezależne, nie da sie ich prowadzac na smyczy bla bla bla. Tylko pytanie, skoro ma się zwierzę nad którym się nie da zapanować, kto ma być za to odpowiedzialnym?
Dlaczego ktoś, kto nie chce kotów na swoim ogródku ma kupować odstraszacze. To może ktoś kto nie chce sie spotykać z luźno latającymi psami, niech sobie kupi paralizator, napewno odstraszy psa, który będzie chciał zaatakować.
Bez sensu.
Ale póki są ludzie, którzy myślą, że skoro ktoś nie chce ich kota w swoim ogrodzie, to znaczy że jest zły, niedobry i nie lubi zwierząt, nie zna się na rzeczy i tak dalej, to nic się nie zmieni.
A jeszcze nawiązując do posta, gdzie ktoś pisał, żeby zarazić się toksoplazmozą. To jak? Mam gonić czyjeś koty? Jeść ich kupy, wdychać sierść z trawnika? Jak?
Pozdrawiam
J.

"A jeszcze nawiązując do posta, gdzie ktoś pisał, żeby zarazić się toksoplazmozą. To jak? Mam gonić czyjeś koty? Jeść ich kupy, wdychać sierść z trawnika? Jak?"

zdecydowanie bardziej polecam smacznego tatara Smile

A ile tych Tatarów zjeść muszę? I gdzie mieszkają?

(nie mogłam się powstrzymać Laughing out loud)

Portret użytkownika agata

Może być też carpaccio, krwiste steki, befsztyki oraz nieprzegotowane mleko:) Jak i mięso z grilla:) W zależności od preferencji kulinarnych:)

Smacznego!Smile

dlatego miało być oczko Laughing out loud

Portret użytkownika agata

Kastrowany, pewny siebie kocur z pewnością utrzyma inne koty
z dala od Twojego ogródka:) Od czasu jak do mojej Teściowej mieszkającej na Bajkowym wprowadził się Rudolf, okoliczne koty zmieniły szlak spacerowy i przestały się u nas pojawiać:)

Nadmienię, że Rudolf wychodzi wyłącznie w puszorku, za dnia,
w towarzystwie domowników, a za potrzebą biega do kuwety:)

Nie lubię kotów i nie wyprowadziłam się z miasta, żeby żyć z nimi w symbiozie! Chciałam mieć za to piękny, zadbany ogród. Koty zniszczyły nam już kilka fajnych roślin. Obrzydliwe są te kocie kupy na trawie... nie wspominając o wszelkich opisywanych już na tym forum pasożytach i innych choróbskach w tych odchodach... Nie wiem, czy te koty mają właścicieli czy są bezpańskie - w każdym razie nie zmierzam ich własnoręcznie odławiać w celu sterylizacji. Jeśli już, to powinna robić to gmina...

Nie popieram znęcania się nad zwierzętami, ale wałesające się koty to problem nie tylko dla mnie, ale i dla wielu moich sąsiadów. Chyba właściciele kotów faktycznie nie rozumieją tego problemu.

Co do walki z kotami, to najskuteczniejszy jest chyba odstraszacz na ultradźwięki, ale to jest jednak wydatek.

Swoją drogą, gdyby nie koty, to na nowym placu zabaw w Skórzewie powstałaby piaskownica dla dzieci, a tak to gmina nie chce przejąć odpowiedzialności za czystość piasku. Ja też nie chcę, żeby moje dzieci bawiły się w kocich odchodach...

Pozdrawiam

Portret użytkownika agata

Anetko, odstraszacz to wydatek rzędu 100-150 pln, podejrzewam że fajne zniszczone roślinki kosztowały więcej, więc może warto jednak w niego zainwestować? Nie przesadzajmy, że to taki koszt:)

Odstraszacze musiałabym zakupić dwa - one mają określony kąt czy pole działania. Jak postawię jeden z przodu domu, to nie obejmie mi już ogrodu i na odwrót... Jednak nie o to mi w tym poście chodzi... Bardziej mnie zastanawia mentalność osób trzymających w domu zwierzęta - koty chodzą wlasnymi drogami i zalatwiają się do naszych ogródków bo właściciel nie patrzy a psy z kolei załatwiają się na naszych chodnikach i sa trzymane na smyczy przez swoich właścicieli.

Ostatnio z wywiesiliśmy takie oznaczenia wzdłuż nowego placu zabaw w skórzewie ze znaczkiem mówiącym o zakazie wyprowadzania psów, ktore za wiedzą właścicieli załatwiają się wzdłuż ogrodzenia. Myślicie, że to poskutkowało? Co chwilę jakaś pan czy pani beztrosko prowadzą tam pieska, bo nie chce im się pofatygować dalej. Brak mi słów. Tu nie wystarczy zamknać piaskownicy (mam w ogrodzie zamykaną) czy kupić odstraszacz. Tak jak już ktoś wcześniej napisał o Dąbrówce, robią się nam gówniane osiedla...

Portret użytkownika agata

Moje koty są akurat poza podejrzeniami, bo siedzą wyłącznie
w domu i nie ma mowy o żadnym wychodzeniu:) Ale jak ostatnio wracaliśmy z TŻ z lasu ze spaceru ok. 22:00, to spotkaliśmy kilka kotów ewidentnie "pańskich" - ja bym się przede wszystkim bała wypuścić kota tak blisko lasu, często na jego skraj podchodzą lisy, a w starciu z lisem najbardziej waleczny kocur ma małe szanse:(

Ja osobiście polecam produkty Beaphar, dobrze się sprawdzają we wnętrzach, zakładam że podobnie i na dworze:)

http://www.zwierzakowo.pl/opis-produktu/beaphar-re...

Przeczytałem te wszystkie posty i też mam dość tych kotów. Czy nikt z Was nie zastanawiał się nad zgłoszeniem problemu do naszej kochanej straży gminnej? Niech Panowie podziałają trochę. Niech poszukają właścicieli, a kto ich zna może tez ich wskazać. Wydaje mi się, że skoro istnieje prawo chroniące zwierzęta przed np. otruciem (czemu jestem przeciwny) to chyba istnieje też prawo nakazujące pilnować swoich zwierząt. Jak wszyscy zaczną składać skargi do straży to problem faktycznie powstanie oficjalnie a nie tylko wśród nas na forum.

Portret użytkownika Livia

Ehhh...napisalam mega dlugi wywod, ktory skasowal mi sie jednym klikniecie myszki, wiec zamiast go odtwarzac ponownie, przysluze sie malkontentom i wklejam linka, ktory moze Wam sie przydac. Wystarczylo wygooglowac haslo "jak pozbyc sie kotow z ogrodu" i wyskakuje wiele tematow, w ktorych moze znajdziecie jakies porady:

http://www.google.pl/search?sourceid=navclient&hl=...

Koty to jednak fenomen socjologiczny, wzbudzają emocje prawie jak wybory.

Pojawiło się pytanie, czy nie boję się wypuszczać kota na dwór. Mam dwa koty, jeden urodzony i wychowany w domu, wychodzi na ogród razem ze mną i szybko wraca. Drugi natomiast sam sobie nas znalazł, więc go przygarnęliśmy na jego warunkach. Został wykastrowany, jest karmiony, odrobaczany i szczepiony (także przeciwko wściekliźnie), ale jak się wyśpi i naje, to siedzi przed drzwiami i czeka na wyjście. Nie sposób go zatrzymać w domu, bo nawyki już ma. Penetruje całą okolicę, jest maskotką maluchów z całej ulicy i dostaje jeść jeszcze od kilku sąsiadów (chociaż według mnie w domu ma dość) - taki charakter.

mam wrażenie, że dyskusja zaczyna schodzić na swoiste "manowce". mówicie o swoistej wolności, o wyprowadzce z miasta itp. pamiętajce moi drodzy miłośnicy kotów, że wasza i waszych kotów wolność kończy się tam i to dokładnie tam, gdzie zaczyna się wolność innych członków społeczności. jeśli ktoś myśli, że się na wieś wyprowadził to jest kompletnie w błędzie. żyjemy w społecznośći a nie odizolowani od świata. kota "samotrzeć" bez kompletnej kontroli to sobie można wypuszczać jak się wyprowadzicie na odludzie. a już najbardziej zabawne są rady kupcie sobie odstraszacz - a może inaczej to wy drodzy "kociarze" kupcie mi odstraszacz, bo to wasze koty naruszają mój azyl a nie ja wasz. to jest raczej właściwy tok myślenie. to wy zainwestujcie w szelki dla pociech albo wysoki płot, bo to nie ja wam z butami wchodzę tylko wy mi.

jeśli zaś przytaczany jest argument o tym, że psy brudzą jeszcze bardziej to jest to o tyle śmieszne że przypomina "syndrom dziada i obrazu" - jeden sobie gada a drugiemu to wisi. naganne jest, że ludzie po psach nie sprzątają ale wyobrażcie sobie sytuację wolno biegających psiaków bez kontroli. jaki by sie krzyk podniósł. a już nie chcę myśleć co byłoby gdyby psy były zwinne niczym koty i potrafiły przeskakiwać przez nasze siatki, wejść komuś na ogród sfajdać sie tam i jeszcze na tym górkę usypać Smile

każdy kociarz i psiarz, będąc właścicielem czworonoga jest za niego odpowiedzialny - i kompletnie niedopuszczalne jest tłumaczenie, że nie zapanuje sie nad kotem - jeśli tak to takie zwierze nie nadaje sie do życia w "naszej społecznośći" i właściciel winien mieć to na uwadze.

a jak sie zdarzy, że "kopnę w dupe" odwiedzającego mnie niechcianego gościa albo postraszę kamieniem, a sąsiad śrutem poczęstuje, będzie to tylko i wyłącznie konsekwencją nieodpowiedzialności właściciela "czworonożnej pociechy".

Co za ulga, że nie jesteś moim sąsiadem.

he he he Smile tego akurat nie jesteś w stanie sprawdzić. pozdrawiam.